Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 277 136 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS
Kategorie

Kluczowe punkty zwrotne.

wtorek, 02 marca 2010 18:49
   W dziejach Polski.
Były.
Oczywiście każdy ma własną ich hierarchię,tudzież interpretację.
U mnie wygląda to tak:

1-śmierć Marka Aureliusza.
Tak,wiem-zmarł w 180 roku i gdzie Rzym,a gdzie My?
My wiadomo-w lesie!
Rzym-w swym"Złotym Wieku".
Ale ważne jest to,że Marek Aureliusz zmarł sobie w Wiedniu-wtedy Vindobona-w obozie wojskowym,a jego śmierć zniweczyła plany dalekosiężne i nas interesujące:cesarz chciał zbrojnie przesunąć granice imperium i gdyby się one powiodły,to nasze ziemie znalazły by się w strefie bezpośrednich wpływów rzymskich 1000 lat wcześniej,niż stało się to w rzeczywistości!
I zapewniam,że miałoby to zasadniczy wpływ na zmianę tego,co się tutaj wyprawiało przez te wszystkie lata!
Może nie?!

2-Chrzest w 996
Uzasadniać nie trzeba nikomu.Ważne,że był i to zdeterminowało nasze losy na zawsze.

3-Bezpotomna śmierć Kazimierza Wielkiego
Może jego ewentualni,piastowscy następcy jakiś sojusz z Litwą by zawarli,bo w końcu istniała spora strefa zbieżnych interesów.Może poprzez małżeństwa powstała by unia polsko-litewska,ale jeśli nawet-w co osobiście wątpię-to na pewno nie w takim kształcie!
Byłoby zupełnie inaczej i to do tego stopnia,że nie umiem sobie nawet wyobrazić,jak by toto mogło wyglądać.

4-Unia lubelska.
Wiem,wiem-kto to wtedy mógł przewidzieć.
Ale...
Gdyby...
Nie Rzeczpospolita dwóch,ale trzech narodów powstała...
Z Ukrainą jako pełnoprawnym,trzecim elementem tej układanki.
To dziś byłaby Rzeczpospolita od morza do morza-nie byłoby wyniszczających wojen domowych i Chmielnikowszczyzny.Przebieg Potopu byłby zgoła inny,o ile w ogóle Szwedzi odważyli by się nam tu wleżć.Ruscy mogliby nam nagwizdać!
To tak z grubsza.
Pięknie by było!

5-Polowanie na misia w Niepołomicach.
W 1527.
Królowa Bona spada ze spłoszonego konia i rodzi przedwcześnie syna Olbrachta.
Królewicz umiera tego samego dnia.
A jego brat,Zygmunt August,umiera sobie potem bezpotomnie i dynastię trafia szlag.
Nie musiało tak być!
Byłby drugi,legalny pretendent do tronu i mógł mieć on dzieci!
Nie byłoby królów elekcyjnych,a przynajmniej nie byłoby ich tak wcześnie!
Mogło być zupełnie inaczej.
A najgłupsze w tym wszystkim jest to,że misia przywieziono z Litwy i wypuszczono gada na wolność dobrowolnie,ku uciesze króla i jego przybocznych myśliwych i gości.
Głupie zabawy zawsze kończą się głupio,a tutaj skończyły się zgoła tragicznie!
Dla całego państwa i to na wiele pokoleń!
Nie mogło to bydlę zostać sobie w tej klatce?!!

6-Wazowie na tronie Polskim
Nieszczęście,degrengolada,płacz i zgrzytanie zębów!
Gdyby nie ten oszalały w katolickim fanatyzmie Zygmuś III Waza,to jego syn byłby carem!
Nie byłoby wojen szwedzkich,bo o co one się zaczęły?
O szwedzki tron,który tak nam był potrzebny,jak krowie lekcje gry na gitarze!
Nie byłoby kontrreformacji i tych jezuickich intryg uderzających w inne religie,co odegrało swoją rolę m.in.w powstaniach na Ukrainie.
Nie byłoby żałosnej polityki wewnętrznej,skutkującej skłóceniem w kraju wszystkich ze wszystkimi.
Byłoby LEPIEJ!

7-Wyswatanie podrzędnej księżniczki Zofii Fryderyki Augusty zu Anhalt-Zerbst z debilem i alkoholikiem.
Też herbowym,niestety i też z zapyziałego księstewka:Piotrem Holsztyńskim.
Tyle tylko,że ów przygłup był przy okazji wnukiem Piotra Wielkiego,no i na skutek paru wierzgnięć historii-został carem Rosji.
Kraj ten w swej historii trawił u władzy nie takich świrów,zbrodniarzy i zwyrodnialców,ale ten w dodatku serdecznie nienawidził kraju,którym mu przyszło rządzić,to i nie dziwota,że po kilku miesiącach gościnnych występów ukręcono mu łeb.
A żonusia została carycą Katarzyną Wielką.
I twierdzę,że gdyby tam rządził ktokolwiek inny,to aż tak w Polskie sprawy Rosja by się nie wpieprzała,a już na pewno na naszym tronie nie zasiadła by ta żałosna kreatura herbu,tfu,Ciołek!
Bo dupek dostał polski tron w nagrodę za sumiernne stukanie niewyżytego Niemczyska,a trudno przypuszczać,aby taka nagrodę dostał od faceta na carskim tronie!
I znów mogło by być inaczej.

Wymienioną siódemkę uważam za najważniejszą.Było oczywiście w naszej historii jeszcze kilkadziesiąt,a może i więcej momentów,kiedy to jedna,sama w sobie błaha chwilka i wydarzenie,wpływało w konsekwencji na losy kraju na długie lata.Ale nie będę przecież pisał o wszystkich.Fajnie się tropi takie niuansiki.Samodzielnie! Zapraszam do książek-czytanie nie boli!
;-)

PS.Przepraszam za niebytność długą,ale internet mi zmarł na prawie 2 tygodnie.
Podziel się
oceń
0
0

komentarze (9) | dodaj komentarz

Osoby religijne-NIE OGLĄDAĆ!

wtorek, 09 lutego 2010 19:32
   Bo znów będziecie mnie wyzywać od Antychrystów.
Co-swoją drogą-wielce mi pochlebia,ale mam już dość wirtualnego palenia mnie na stosie.
Więc nie mówić,że nie ostrzegałem!
Dowcipas może i niewybredny,ale bardzo śmieszny.
I,że tak powiem:alternatywny wobec historii przedstawionej w"Nowym Testamencie".
Poważnie będzie w następnym wpisie,za dni parę,a teraz przerywnik:


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (16) | dodaj komentarz

Rycerz w pracy,czyli filmowe brednie.

czwartek, 04 lutego 2010 7:42
   Filmowcy wszelkiej maści lubią pokazywać jazdę w akcji.
Bo to fotogeniczne jest-konie w galopie,zakuci w efektowne zbroje mężczyźni,bitewny zgiełk,etc.etc...
Tylko,że jest jeden problem:
To musi wyglądać!
Na ekranie.
A że filmowanie prawdy historycznej niekoniecznie i nie zawsze efektowne jest,to filmowcy często"robią tak,żeby było dobrze".
I na ekranie faktycznie jest,tylko że ze zdrowym rozsądkiem niewiele to ma wspólnego.
Oczywiście rzucę tylko kilka przykładów i to dobranych wielce selektywnie,ale całości idiotyzmów pokazywanych w filmie NIE DA SIĘ ogarnąć w kilkudziesięciu linijkach blogowego tekstu.
Na to,to i 100-tomowego dzieła byłoby mało.
Ot-taka bitwa pod Grunwaldem u Aleksandra Forda.
Bitwa się rozpoczyna,a paskudne Szkopy,ze śpiewem na ustach pędzą do boju.
Konie w galopie,płaszcze z czarnymi krzyżami efektownie łopoczą na wietrze..
STOP!
Kretyństwo do kwadratu:
ŻADEN rycerz nie ruszyłby w ten sposób do boju nawet w turnieju,a co dopiero"na poważnie"!
Po pierwsze,to takie płachcisko ma tendencję do zaplątywania się i krępowania swobody ruchów,a tu trzeba operować SWOBODNIE obiema rękami.I co?! Może jest to możliwe z zarzuconą na ramię i plecy dwumetrową szmatą? A jest i druga sprawa:ile to roboty zajść w bitewnym tłumie i zgiełku faceta od tyłu i za takie wygodne płócienko z tego konia go ściągnąć? A jak sobie taki koleżka gruchnął w tym blaszanym garniturku o ziemię,to już nie był taki groźny,nie mówiąc już o oszołomieniu wywołanym upadkiem
Rozczulające też było to,że walczący pod Grunwaldem wszyscy bez wyjątku rycerze,zostali poubierani przez Sienkiewicza i Forda w pełne zbroje płytowe,czyli kryjące blachą 100% powierzchni ciała.Tymczasem te koszmarnie drogie wdzianka dopiero wchodziły w powszechne użycie w tym okresie,nie mówiąc już o tym,że i później niewielu było na nie stać! A tu tymczasem-sami okuci na full.I żeby było zabawniej-walczą na miecze!
No to,to już piramidalny nonsens:facet w pełnej płycie był KOMPLETNIE niewrażliwy na dziobanie mieczem! Stąd właśnie pojawienie się wszelkiego rodzaju urządzeń do rozwalania zbroi.Były to topory,buzdygany,cepy i młoty bojowe,nadziaki,czekany,obuchy,wekiery i morgenszterny.Wyglądały różnie-choć zawsze paskudnie.I równie paskudnie i skutecznie działały.
Ale nie miecze!
Kolejna bzdura-we wszystkich tych filmach bitwy wyglądają tak,że bractwo rusza,zderza się ze sobą,po czym przez długie godziny wszyscy naparzają wszystkich bez wytchnienia.
No to przepraszam bardzo,ale kto mi pokaże chłopa,który-niechby i ćwiczony i zahartowany w trudach-ubrany w żelastwa założone na  podściółkę,czyli sporo szmat,bo przecież nie na gołe ciało,będzie w stanie prać z całej siły wroga przez długie godziny non-stop?!!
Nie ma takiej możliwości-po NAJDALEJ 15-30 minutach,taki delikwent padłby trupem z wycieńczenia i przegrzania
Jego koń zreszta też.
Oni się ZMIENIALI-odchodzili do tyłu,odpoczywali,jedli,pili,zmieniali konie,wymieniali uszkodzone elementy uzbrojenia.
A nie jak w filmie-łupanina na okrągło od świtu do nocy.
To niemożliwe jest po prostu.
Osobny idiotyzm filmowy,to szarże.
Tutaj najwięcej pretensji mam do Jerzego Hoffmana,za zrobienie idiotów z mojej ukochanej formacji,czyli husarii.Ci ludzie byli wszyscy bez wyjątku wyszkolonymi zawodowcami! Szarża chorągwi husarskiej odbywała się w idealnym,wyrównanym szeregu.Oni szli ławą,ZAWSZE kierowani prawie do samego końca przez dowódcę,do ostatniego momentu zdolni do zorganizowanego zwrotu,czy innego skoordynowanego manewru! Moment zderzenia z wrogiem był walnięciem idealnie wyrównanego szeregu jeźdźców,jadących KOLANO W KOLANO.
A u Hoffmana?
Jedzie bezładna kupa-jedni z przodu,inni z tyłu,o szyku mowy nie ma.Dodatkowo,ci z tyłu muszą w tym nieładzie celować kopiami kumplomz przodu w plecy...
DRAMAT!
I zgrzytanie zębów.
I mógłbym tak jeszcze długo.
I o różnych filmach,i o różnych formacjach wojskowych,i o różnych bitwach.
Ale po co-z filmowcami przecież nie wygram.
Oni muszą efektownie i plastycznie.
A że debilnie?
Pies ich drapał!

Podziel się
oceń
0
0

komentarze (8) | dodaj komentarz

Czyste wariactwo.Nonsens.Idiotyzm.Najwieksze kretyństwo w dziejach polskiego oręża.

czwartek, 28 stycznia 2010 20:22
   Czyli co?
Somosierra.
Generalnie rzecz biorąc-przełęcz w górach,na drodze do Madrytu.
A przy okazji niesamowity tryumf polskiego oręża,odniesiony w sytuacji,która nie miała prawa się zdarzyć!
Dlaczego? Ano dlatego,że w tamtejszych warunkach nikt nie powinien zarządzać ataku jazdy,a gdyby jednak ktoś próbował,to atak powinien się zakończyć rzezią atakujących jeszcze zanim by się dobrze rozpoczął.
Bonaparte jednak spróbował,czyli atak zarządził,a nasi wykonali.
Z niesamowitym skutkiem.
Ale może by tak od początku.
Wojnę olać-nie nasza i nie w naszym interesie.
Ale nasi tam byli.
Przełęczą prowadziła droga na Madryt i trzeba było ją sforsować.Tyle tylko,że Hiszpanie jakoś nie pałali chęcią udostępnienia Bonapartemu widoku zabytków swej stolicy i przełęcz obsadzili wojskiem.Takie toto było niegościnne! Około 10 tysięcy chłopa obsadziło skaliste zbocza,a wąską drogę wiodącą na szczyt,przegrodzili czterema bateriami artyleryjskimi.Żródła różnie podają-według jednych były 4 baterie po 4 działa,inne sugerują,że ze względu na szczupłośc miejsca,pierwsze trzy były dwudziałowe,a dopiero bateria szczytowa liczyła armat 10.Jedyne co nie podlega dyskusji,to ogólna liczba dział:16.
Delikwent próbujący przejść tym szlakiem,narażał się na ostrzał na wprost z armat,a jednocześnie dostawał się pod zmasowany karabinowy ogień boczny,prowadzony przez piechociarzy na zboczach.
Jednym słowem-pozycja nie do wzięcia bez długotrwałego,żmudnego oblężenia,bo obejść bokiem nie było jak.
Rankiem,30 listopada 1808,przed tym zadaniam stanęła armia napoleońska.
Była mgła,niewiele było widać.Rzuceni na zwiad  francuscy kawalerzyści dostali się pod silny ogień i musieli zawrócić z niewesołymi nowinami.Piechocie też nie za bardzo szło-zaległa pod ogniem i Napoleon wydał bardzo dziwne polecenie:kazał atakować Polakom.
A dokładniej-3 szwadronowi 1 pułku szwoleżerów.Czyli lekkiej jazdy.
   Tu dygresja:
Jazda chwile chwały miała już dawno za sobą.Czasy wojen i bitew kawaleryjskich odeszły do lamusa.Była jeszcze używana,owszem-do zwiadu,czy szybkiego wsparcia,ale nie do rozstrzygania bitew.
I nie w takich warunkach! Jazda potrzebowała pola do atakowania szerokim frontem,rozpędu i możliwości wykorzystania impetu rozpędzonych koni,a także do manewrowania.
A tu?
Wąwóz szeroki na zaledwie kilka koni,prawie 3 kilometry pod górę,możliwości manewru zero,bo koń to nie alpinista i nie da rady skręcić w bok na stromą ścianę.
No i te armaty,przystrzelane do drogi i walące ci ogniem prosto w pysk!
Nie ma się więc co dziwić,że polscy szwoleżerowie,którzy pełnili tego dnia funkcje służbową przy osobie cesarza,a więc coś w rodzaju przybocznej eskorty,nie przewidywali udziału w boju.Jak podaje część źródeł-choć nie wszystkie-chłopaki były dość solidnie nawalone.
W końcu ranek,mgła,ziąb...
Niewykluczone,że to jest jakieś wyjaśnienie tego,co nastąpiło później.
Bo cesarz,rozdrażniony niepowodzeniami poranka kazał im atakować.Jest możliwość,że kazał im tylko ruszyć na kolejne rozpoznanie,ale nasi nie zrozumieli bo to i język inny,a  jak człowiek sobie wcześniej kielicha walnie,to i ze słuchem może mieć problemy.
W każdym razie-stu kilkudziesięciu Polaków pod dowództwem Kozietulskiego wyszło na drogę,wydobyło szable i z okrzykiem"Niech żyje cesarz"-pooooszli!
Dopadając pierwszej baterii dostali salwę prosto w twarz,ale na baterię wpadli,obsługę wycięli,po czym ci,którzy byli w stanie-rozpędzili się w strone drugiej baterii,pod nowym dowództwem,jako że pod Kozietulskim ubito konia.Tam scenariusz się powtórzył,tyle,że z mniejszymi na szczęście stratami,po czym nastąpił dalszy ciąg:znów  się rozpędzić i-ku trzeciemu stanowisku.
Tam było gorzej,bo skończyło się rzeźnią:po salwie pozostało zaledwie kilkudziesięciu naszych,którzy pod ogniem strzelających ze zboczy piechociarzy wybili i tych artylerzystów,po czym pognali na szczyt.
Dotarło ich tam zaledwie kilkunastu i-jakże by inaczej-już chyba z przyzwyczajenia powtórzyli cała operację.Co prawda kilku piechocińców hiszpańskich próbowało jeszcze opanować sytuację i zadało spore straty tej garstce Polaków,która dotarła na szczyt,ale zaraz potem wpadła na górę odsiecz,którą Napoleon rzucił jako wsparcie natychmiast po tym,jak Polacy zdobyli pierwsze armaty.
I w tym właśnie momencie,kilka tysięcy żołnierzy hiszpańskich,którzy w lekkim osłupieniu oglądali to widowisko ze swych pozycji na zboczach gór,rzuciło się do panicznej ucieczki,porzucając swe pozycje.
Droga na Madryt stała otworem!
Kosztem około 50 poległych.
Podsumowując:
Atakując w terenie ABSOLUTNIE nie nadającym się do ataku kawalerii,polscy kawalerzyści zdobyli kolejno 4 umocnione pozycje,doprowadzając w finale do pójścia w rozsypkę 10-cio tysiecznej armii.
I to wszystko w stukilkudziesięciu.
Pod koniec-w kilkunastu!
Chyba faktycznie jedynym wytłumaczeniem jest to,że byli na cyku!
Bo na trzeźwo-nie do zrobienia!!!
Jakież to dla nas typowe...
Podziel się
oceń
0
0

komentarze (8) | dodaj komentarz

Kazimierz Wielki faktycznie wielkim królem był!

niedziela, 24 stycznia 2010 10:32
   Ale dlaczego?
Bynajmniej nie dlatego,że"zastał Polskę drewnianą,a zostawił murowaną".
Musiał budować,jeśli nie chciał dopuścić do zacofania kraju.
Również nie dlatego,że prowadził dalekowzroczną politykę zagraniczną,co skutkowało długotrwałym pokojem z Krzyżakami.
Też musiał-dopiero co zjednoczone państwo było wówczas zbyt słabe i biedne,aby wdawać się w militarne awantury z kimkolwiek,a co dopiero z bogatym i świetnie zorganizowanym Zakonem.
Również nie dlatego,że był dobrym człowiekiem o wysokich walorach moralnych.
Co to,to nie!
W końcu był Piastem z krwi i kości,a historia Piastów to dzieje pełne zdrad,intryg,wiarołomstwa,skrytobójstw,jawnych mordów i wszelakiego okrucieństwa.
I żeby było jasne:absolutnie mnie to nie oburza-takie to były wesołe czasy!
Prywatnie też nie mógł być wzorem dla nikogo-niewyżyty erotoman,potrójny bigamista i gwałciciel.
A jeden z jego młodzieńczych wyczynów,skutkował budzącymi grozę okrucieństwami na wielką skalę.
Jeśli ktoś nie wie,to przybliżę:
   Kazio,podówczas młode,jeszcze nastoletnie książątko,pojechał z rodzinną wizytą do siostrzyczki i szwagra.
Karol Robert mu było i był królem Węgier,a siostrzyczka-co logiczne-królową.
Kazio spuszczony z ojcowskiej smyczy brykał tam sobie swobodnie,a czuł się na tyle wesoło,że w pewnym momencie użył sobie w celach rozrywkowych siostrzynej dwórki,niejakiej Klary Zach,po czym syt wrażeń i chwały powrócił w ojcowskie pielesze.
Panienka została,ale nie była zbytnio zachwycona faktem,że Kazio nie tylko nie przyniósł najpierw kwiatów,ale nawet w ogóle nie zapytał co ona sądzi o tym pomyśle.
Tak jakby książęta musieli się pytać,czy mogą!
Gdy do córeczki przyjechał w odwiedziny tatuś,dziewczę postanowiło się poskarżyć na swą sromotę i wypłakało się w ojcowski mankiet.No i starego Zacha trafił dziki szlag!!!
Bo kochał córuchnę.
I niestety-przestał logicznie myśleć!
Rycząc jak zraniony bawół wjechał na królewskie komnaty i runął z wyciągniętym mieczem na parę królewską,święcie przekonany,że albo wiedzieli i nie przeszkadzali,albo wręcz wepchnęli jego kwiatuszek do łoża spragnionego seksu Kaziunia,"coby se chłopczyna ulżył"...
Królowa próbowała zasłonić męża i straciła kilka palców,ale rycerze z ochrony zareagowali dosyć szybko i ze starego Zacha zostały tylko krwawe farfocle na podłodze,zanim zdołał ciąć po raz drugi.Potem wszczął się naturalny w takich sytuacjach rejwach,a potem...
Potem okazało się,że familia Zachów ma dokładnie przerąbane:żaden monarcha w żadnym czasie i w żadnym miejscu nie puszczał płazem próby królobójstwa.
A kary bywały odstraszające"dla przykładu".I tak też było tym razem:
Panna Klara wylądowała w żelaznej klatce i obwożona była na swe urągowisko po kraju jako przestroga.Jej uroda nie wzbudzała w nikim współczucia,ale o to byłoby raczej trudno,bo nie ma tym świecie faceta,któremu spodobałaby się kobieta z obciętym nosem i wargami.Palców też nie miała.
Resztę rodziny wymordowano bez pardonu,a jedynie nieliczni zmylili pogonie i prysnęli za granicę.Najbliżej mieli do Polski i tyle dobrego,że choć stary Władek Ł.również był okrutnym dziecięciem swoich czasów,to pomimo iż Zach obciął palce jego własnej córce-nikogo Węgrom nie wydał i pozwolił nieszczęśnikom bezpiecznie mieszkać w Polsce.Stary monarcha dobrze wiedział,przez kogo ta jatka.I na szczęście-miał poczucie przyzwoitości!
   Ale wracając do głównego wątku:
Dlaczego wobec tego Kazimierz Wielki był wielki?
Ano dlatego,że potrafił po mistrzowsku postępować z klerem rzymskokatolickim!
To było przecież średniowiecze!
Kościół mógł dużo,a nawet jeszcze więcej.
Jak kiedyś król (Bolesław Śmiały)ukręcił łeb wpieprzającemu się w nie swoje sprawy biskupowi krakowskiemu(Stanisław),to wkrótce stracił koronę!
Przykład złowieszczy dla monarchy.
Ale nie tego!
Przykłady? A bardzo proszę:
   Miał Kazio żonę.Politycznie dobieraną oczywiście.
Litwinkę Aldonę,córkę Giedymina.
I jak można wnioskować ze źródeł historycznych-wyjątkowe straszydło,nawet jak na niewyszukane,średniowieczne standardy.
Ale zabawnie padło:koneser urody kobiecej żonaty z pasztetem.
Na szczęście-koneser koronowany,a więc taki,któremu wolno więcej.
No to i pozwolił sobie na więcej-ślub bigamiczny z jedną taką Kryśką,,potem z drugą Jadźką.
Watykan nie zdzierżył i uznał za stosowne zaprotestować.
I rzecz niespotykana i niemozliwa w dzisiejszej Polsce-list został olany z góry na dół!
Przemilczany,wyrzucony do kosza! Nie ma,nie odpowiadamy,mamy to gdzieś.
ZLEKCEWAŻONO oburzenie białego papy!
W średniowieczu!!!
A że kler krajowy nie odważył się pyskować gdy król te nielegalne małżeństwa zawierał,to nie wypadało mu teraz stawać po stronie papieża,bo skompromitowałby się doszczętnie! Toż sami mu tych ślubów udzielili!!!
I papież podwinął ogon pod siebie i zamilkł jak niepyszny.
I cisza!
Chociaż nie-znalazł się jeden odważny-biskup Bodzanta.
Sam nie pofatygował się do króla,ale wysłał do niego swego przydupasa,niejakiego Marcina Baryczkę i kazał mu napiętnować królewską niemoralność i pogrozić świątobliwym paluchem.No to księżulo wypełnił sumiennie polecenie swego fioletowego szefa:stanął przed obliczem króla Kazimierza i napiętnował,a także pogroził klątwą,oraz-co dla kościoła charakterystyczne w każdej epoce-zręcznie wplótł w przemowę wątki ekonomiczne,sugerujące,że za przywileje i nadania dla kościoła można wiele uzyskać.
Król-choć charakteru wielce narwanego-spokojnie wysłuchał tych kościelnych impertynencji,po czym zafundował księdzu Baryczce lekcję tego,kto tu rządzi.Lekcja ta-niestety dla księdza Baryczki-miała wybitnie średniowieczny charakter:straż przyboczna załadowała dobrodzieja do worka,który następnie wylądował ekstracugiem w wiślanym przeręblu! I pomogło:biskupowi zaraz rura zmiękła,a że nie czuł sie powołany na bycie męczennikiem,to zgodził się na mediację.Król dla przyzwoitości ufundował parę budowli pożytku publicznego,a w zamian miał święty spokój w tej przynajmniej materii,że żaden ksiądz nie próbował go już umoralniać i włazić z buciorami pod królewską kołderkę!
Zaczęło to być wielce niezdrowe dla włażących.
   O wielkości króla Kazimierza świadczy jeszcze jedno:
Był sobie inny biskup-Jan Grot.
Wojowali ze sobą strasznie,głównie z powodów politycznych.
I nie lubili się.
Ale gdy zwolniło się stanowisko biskupa wrocławskiego,to król natychmiast rozpoczął energiczne starania w Watykanie,aby biskupa Grota posadzić na tym zydlu.
A było to biskupstwo duże,ważne i bogate,przynoszące swemu szefowi sute dochody i wielki prestiż.
I pytanie-czemu król tak postąpił?
Skoro popierał swego wroga na korzystne dla niego rozwiązania?
Przecież to takie"niepolskie"!
Polak Polakowi wyłącznie świnią przecież jest!
Otóż w tamtym czasie,na Śląsku toczyła się polsko-niemiecka walka o wpływy i jeszcze nie wiadomo było,kto wygra i zagarnie Śląsk.
Było ostro.
A biskup Grot miał pewną charakterystyczna cechę:na dźwięk niemczyzny,ręce mu się w pięści zwijały!
Nienawidził Niemców i wszystkiego,co z nimi powiązane,jak diabeł święconej wody! Żaden nie miał szans na choćby szczyptę biskupiej życzliwości.
Idealny kandydat na to stanowisko.
Idealny z punktu widzenia POLSKI,wobec interesów której,król potrafił wywalić swoje urazy na śmietnik.
Pokażcie mi choć jednego z dzisiejszych,pożal sie Boże,"Łojców Narodu",zdolnego do takiego myślenia w kategoriach racji stanu!
Zaprawdę wielkim królem był król Kazimierz!
Może nie?
Podziel się
oceń
0
0

komentarze (11) | dodaj komentarz

Po co to w ogóle piszę.

sobota, 23 stycznia 2010 17:40
   Mógłbym napisać krótko i debilnie:Bo tak!
Bez sensu.
No to wobec tego napiszę prawdę:
Bo kocham historię,uwielbiam się w niej grzebać,a wszystkich,którzy historią gardzą,uważając ją za nudną i niepotrzebną-czyli około 95% społeczeństwa-uważam za bandę pożałowania godnych,nierozgarniętych i prymitywnych debili!!!
Jak ktoś chce polemizować,to mogę zmienić zdanie-polecą wówczas wyrazy,przy których słowo"debil"jest czułą i tkliwą pieszczotą!
BO HISTORIA JEST FASCYNUJĄCA!
A gdyby ludzie,pogrążeni w swej zarozumiałej głupocie poświęcili nieco czasu na sumienne jej analizowanie i wyciąganie wniosków,to świat wyglądałby zupełnie inaczej:
Byłby lepszy!
Ja nie mam oczywiście zamiaru zmieniać świata-jestem na to zbyt stary i zbyt cyniczny i cały ten świat wraz z jego lokatorami mam już od dawna głęboko w dupie.Zamierzam tutaj wrzucać informacje o tych wydarzeniach historycznych,które z tego,czy innego powodu mnie zafascynowały,poruszyły,czy też rozbawiły.
Może ktoś też się zaciekawi lub roześmieje?
Chociaż jeden człowiek.
Wtedy uznam,że było warto.
Mógłbym oczywiście pisać o sobie,ale robiłem to na innym blogu przez ostatnie parę lat i znudziło mi się.
No to teraz pobawię się w popularyzatora historii i jej komentatora.Zaznaczę przy tym,że moje komentarze i interpretacja wielu wydarzeń będzie znacznie-jeśli nie stuprocentowo-odbiegać od oficjalnej,naukowej linii.Ale to już przywilej gospodarza bloga.
A co!
I to tyle tytułem wstępu.Od nastepnego wpisu przechodzę do konkretów.Zastanawiam się,od czego,czy też kogo zacząć i już wiem:
Numerem 1 będzie Kazimierz Wielki.
Zasłużył sobie,jak mało kto.
Podziel się
oceń
0
0

komentarze (4) | dodaj komentarz

piątek, 19 stycznia 2018

Licznik odwiedzin:  3 090  

Kalendarz

« styczeń »
pn wt śr cz pt sb nd
01020304050607
08091011121314
15161718192021
22232425262728
293031    

Archiwum

O mnie

Facet
Wiek średni
Duch młody
Brak wiary w człowieka.
A w kobietę,to już doprawdy szkoda słów!
Źle mi z tym!!
Ale nadal kołaczą się we mnie rozpaczliwie resztki nadziei na coś dobrego!!!

O moim bloogu

To,co mnie kręci w historii-mojej ulubionej nauce.Rzeczy ciekawe,zabawne,intrygujące.

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 3090

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Pytamy.pl

Favore.pl